Kraina miodem i oliwą płynąca…

Categories Grecja

Dziś zabieram Was w podróż po Półwyspie Peloponeskim.

Po wylądowaniu na lotnisku i wyjściu z samolotu, otoczyło mnie wilgotne powietrze. Wraz z nim zjawił się on… Jedyny i niepowtarzalny aromat śródziemnomorskiego klimatu-nuty słońca splecione z delikatnymi podmuchami wiatru. Zatrzymałam się w położonym nad plażą miasteczku Matia. Bardzo miłe, spokojne miejsce z malowniczą linią brzegową, urozmaiconą kilkoma zatoczkami. Po całej podroży rzuciłam walizkę i wskoczyłam w swój  turkusowy kostium, by skąpać się w słońcu i lazurowej wodzie.

Miejsce, które w pierwszej kolejności zamierzałam odwiedzić, była świątynia Posejdona w Sounion. Jest położona na przylądku, z którego roztacza się przepiękny widok na Morze Egejskie. Krętymi ścieżkami dotarłam do celu mojej podróży. Czasy, gdy bóg mórz i oceanów odbierał tu należną mu cześć od rzesz wiernych, dawno przeminęły. Jednak, gdy spacerowałam i podziwiałam świat Posejdona, rozmach budowli ku jego czci, poczułam jakbym przeniosła się w przeszłość. Kawałki świątyni pod moimi stopami, dumnie stojące kolumny spotęgowały to wrażenie… .Wędrowałam wśród ruin, nasłuchiwałam fal, odbijających się od skał i śpiewu letniego wiatru. Pomarańczowoczerwone światło ożywiało martwe skały, które zdawały się oddychać i szeptać o zamierzchłej historii… .W mojej pamięci pozostał obraz zachodzącego słońca, w którym skąpane  było wybrzeże Peloponezu. Pełna wrażeń odjechałam, by poznać kolejne cuda antycznego świata.

Moim kolejnym celem podróży były Mykeny (Mycenae), starożytne, greckie miasto. Jest ono położone na szczycie stromego wzniesienia z widokiem na wybrzeże morskie w północno-wschodniej części Półwyspu Peloponeskiego. Uważano je za najsłynniejszą twierdzę Hellady.

Do wnętrza tego antycznego miasta prowadzi słynna Lwia Brama. No cóż, jak każdy turysta uwieczniłam ją na zdjęciu. Ogromna powierzchnia ruin w połączeniu z ukropem lejącym się z nieba, przyprawiły mnie o zawrót głowy. Pomimo tych niedogodności, zwiedzałam dalej. Każde z tych miejsc miało swoją historię. Niesamowite mury, centrum kultowe, cytadela, grobowce przetrwały aż do obecnych czasów.

Starożytny teatr w Epidavros, kolejny cel mojej podróży, wprawił mnie w zdumienie swoją doskonałą akustyką. Każdy szept na scenie można było usłyszeć na widowni.

Wielkość i atmosfera tego miejsca przeniosły mnie w przeszłość. Niemalże usłyszałam chór, zobaczyłam grę aktorów na scenie, gdy odtwarzali wielkie tragedie, lub bawili widzów komediami. Rzesze ludzi, pochłoniętych rozwojem wydarzeń, zatopionych bez reszty w rzeczywistości odgrywanych przed nimi sztuk … .Dotarłam na sam szczyt teatru i moim oczom ukazał się cudowny krajobraz, pełen niezwykłej roślinności, nasycony niepowtarzalną, magiczną atmosferą rodem z najpiękniejszych, sennych marzeń… .

Do dziś w Epidavros odbywają się  festiwale, na których wystawiane są głównie antyczne sztuki i tak jak w przeszłości, gromadzę one tłumy widzów.

Kolejnym miejscem, które odwiedziłam, było miasteczko Isthmia, położone niedaleko Kanału Korynckiego. Spacerowałam tam po małej plaży.

Moim następnym przystankiem w podróży był Kanał Koryncki. Łączy on Morze Egejskim z Morzem Jońskim. Jest to bez wątpienia obowiązkowy punkt podczas wędrówki po Peloponezie. Po zachwytach nad jego rozmiarami, głębokością i kunsztem wykonania, możemy oddać się urokom śródziemnomorskiej kuchni w pobliskiej knajpce, gdzie uraczymy się pysznymi souvlakami.

Kontynuowałam moją podróż i dotarłam do wioski o nazwie Pirgiotika. Cisza, spokój, pasące się wśród bujnej roślinności zwierzęta pozwoliły mi odetchnąć po całym dniu zwiedzania. Z oddali docierały do mnie dźwięki greckiego instrumentu -bouzouki.

Pod wieczór udałam się na wieczerze do jedynej w tej wiosce tawerny. Moje oczy sycił widok miejscowych specjałów. Wrażenie smakowe jedynie potwierdziły mój wizualny zachwyt. Posiłek rozpoczęłam od szklaneczki piwa ,następnie grecka sałatka zwana choriatiki (χωριάτικη σαλάτα). Talerz kolorowych warzyw z pachnącą oliwą wprowadził mnie we  wspaniały nastrój. Kolejne dania to dolmadakia czyli ryż z mięsem owinięte w liście winogron. Ach, przypomniały mi się domowe gołąbki. Na stole można było znaleźć oczywiście tzatziki, pieczone ziemniaki z serem oraz  niezapomnianą w smaku smażoną fetę. Do tego jeszcze choirino kritiko czyli kotlety wieprzowe. Skosztowałam również owoców morza- ośmiornicy i kalmara.

Zapach i smak tych potraw, powiew chłodnego wiatru, zachód słońca w przepysznej purpurze stworzyły niezapomnianą, wzruszającą do głębi symfonię niezapomnianych wrażeń. Cieszyłam się tą chwilą, chłonęłam całą swoją istotą i zapisałam w pamięci na zawsze… .

Po tym wspaniałym posiłku, udałam się na spoczynek i zaczęłam planować kolejny dzień mojej podróży.

Poranek przywitał mnie ciepłym powiewem, gdy podziwiałam go z balkonu. Po śniadaniu ruszyłam do miejscowości letniskowej o nazwie Tolo, ok. 2 km od Nafplio, we wschodniej części Peloponezu. Słynie z ciepłego morza i długiej plaży, przyciągającej rzesze, głównie młodych, turystów. Dookoła tylko domy letniskowe i gwar ludzi. Zatrzymałam się na chwilę, by pozostawić swoje ślady na piasku i nacieszyć się krajobrazem.

Kolejne miasto, które miałam okazję zobaczyć, to Nafplio – pierwsza stolica nowożytnego państwa greckiego, które powstało w XIX w. Warto przespacerować się po jego urokliwej starówce. Znajdują się tu również ruiny zamku Palamidi, usytuowane na wzgórzu. Można tam wjechać samochodem i obejrzeć piękny widok na okolicę. Przy nadbrzeżu znajduje się wysepka z zamkiem Bourtzi.

W drodze powrotnej obserwowałam dziewiczą naturę, mieniącą się wodę w zatokach, góry i palmy. Moja przygoda z Peloponezem dobiegała końca. Opuszczałam mój „grecki raj”, który miałam okazję pokochać na Krecie. Chociaż rozdzierający smutek, żal przysłaniały mi ostatnie chwile w tym miejscu, wspomnienia nie zniknęły. Pozostaną na zawsze w moim sercu.