Wspomnienia z angielskiej Arkadii….

Categories Wielka Brytania

 

Marzycie już o wakacjach? Uwielbiacie odkrywać nowe miejsca? Chciałabym Wam przedstawić, jak wspaniale można spędzić urlop w małej, angielskiej  wiosce nad Oceanem Atlantyckim. Zarówno entuzjaści aktywnie spędzonego czasu jak i wielbiciele niczym niezmąconego odpoczynku, znajdą w niej coś dla siebie.

Kilka lat temu po raz pierwszy odkryłam uroki krajobrazu hrabstwa Devon w południowej Anglii.

Podróż rozpoczęłam z dworca Victoria Station w Londynie i jechałam do miasta Plymouth a następnie taksówką do małej miejscowości  Bigbury on the Sea.

Wioska ta jest położona blisko pięknej, piaszczystej plaży przy Bigbury Bay. Spacerując wzdłuż ścieżki prowadzącej do zatoki, można odkryć stare, malownicze chatki (cottage houses) ozdobione bujnymi kwiatami i zielenią. Tworzą bajkowy krajobraz, który na zawsze pozostaje w pamięci. Po drodze  natknęłam się na stary, uroczy kościół oraz zarośnięty zielenią cmentarz z XV wieku. W tym miejscu chciałabym wspomnieć o pewnym pięknym zwyczaju, z którym miałam okazję się zetknąć podczas mojej podróży. The Devon Cream Tea (scones, cream and jam)- to tradycja serwowania herbaty z ciasteczkami z kremem i dżemem. Jest to, trzeba przyznać bardzo urocze, uzupełnienie pobytu każdego turysty w Devon. Ja miałam okazję spróbować tych ręcznie robionych przysmaków u jednej z gospodyń. Nie będę ukrywać, że to była bardzo błoga chwila, spędzona wśród pięknych kwiatów i okraszona niepowtarzalnym smakiem tych przepysznych wypieków. Oprócz tego można tu zasmakować ręcznie robionych krówek o różnych smakach (home made fudges). Pięknie zapakowane cukierki są dostępne prawie w każdym sklepie w Devon.

Nieopodal Bigbury Bay znajduje się mały hotelik  St Ann`s Chapel Inn ( The Old Chapel Inn), w którym można zatrzymać się na noc, napić piwa w małym barze. Jego niewątpliwą atrakcją jest nowoczesna kuchnia angielska, oparta na rybach i znana z potraw na bazie lokalnej dziczyzny.  Konstrukcja budynku została oparta na pozostałościach dawnej kapliczki św. Anny z XIII wieku. Średniowieczne sklepienie widoczne jest wewnątrz hotelu.

Wokół plaży jest kilka cafes, sklepików dla turystów, domy wypoczynkowe oraz pole kempingowe. Bardzo dużo angielskich rodzin  spędza wakacje, wynajmując przyczepę i odpoczywając na plaży. Gdy tam byłam, zrozumiałam, dlaczego tak oblegane jest to miejsce. Idąc wzdłuż wybrzeża, można podziwiać strome klify, o które z hukiem rozbijają się fale. Splątane wiatrem włosy, ciepłe promienie słońca na twarzy, widok wspaniałych, zielonych pagórków na zawsze wpisują się w pamięć. Niewątpliwie jedną z większych niespodzianek okazała się angielska pogoda-ciepła i bezchmurna.

Po przybyciu na plażę, roztacza się przed nami widok na małą wyspę zwaną Burgh Island. Podczas odpływu można dostać się na nią pieszo, natomiast po zalaniu wodami przypływu jedynym środkiem transportu jest specjalny traktor. Ten skrawek lądu wygląda magicznie, kiedy zewsząd otacza go ocean. Cudownie było przespacerować się plażą podczas odpływu, poczuć mokry piasek, oglądać ten niepowtarzalny krajobraz podczas spaceru na Burgh Island. Po przybyciu na miejsce, zainteresowała mnie historia hotelu w stylu Art Deco, który został tu wybudowany w 1929 roku. Przed wybuchem II wojny światowej było to niezwykle popularny ośrodek wypoczynkowy. Uległ zniszczeniu podczas działań zbrojnych. Dawną świetność odzyskał podczas odbudowy w latach 90-siątych przez Toniego i Beatrice Porter. Opowieść o losach tego miejsca miałam okazję poznać z lektury ” The Great White Palace”, napisanej przez byłych już właścicieli wyspy. Kupiłam ją w małym sklepiku z pamiątkami i przeczytałam z zainteresowaniem. To tutaj królowa kryminałów Agatha Christie podczas wakacji napisała m.in. „Zło czai się wszędzie”. Hotel odwiedzili też m.in.  Noel Coward , zespół The Beatles.

Oprócz „Białego Pałacu”  znajduje się tu stary, klimatyczny pub Pilchard Inn dostępny dla turystów.

Pewnego wietrznego dnia wybrałam się do niego, aby obejrzeć z wyspy panoramę hrabstwa Devon.

Chmury zapowiadały zbliżający się deszcz a wzburzone morze w jednej chwili pokryło plażę zimną wodą. Jazda traktorem w takich warunkach była naprawdę ciekawym przeżyciem, pełnym emocji, kiedy pojazd kołysał się  pod naporem wzburzonych fal, a woda dosięgała niemal moich stóp. Będąc już  w pubie, zamyślona, obserwowałam spływający po szybach deszcz. Sączyłam piwo real ale, a świat za oknem poddawał się metamorfozie za sprawą nieposkromionych sił natury. Miałam wrażenie, że znajduję się na dryfującej łódce. Wokół mnie tylko wzburzone wody i czarne niebo. Groźny a jednocześnie majestatyczny spektakl, który bez reszty pochłonął moją uwagę… .

Dla osób, które chciałyby poznać bliżej tę część Devon, polecam pobliskie miasta takie jak : Kingsbridge, Dartmouth, Plymouth. W okolicy można pojeździć konno, powędkować czy pograć w golfa.

W mojej pamięci hrabstwo Devon pozostanie na zawsze miejscem pełnym przepięknych, dziewiczych krajobrazów, rzek, uroczych wsi. Tej ostoi atmosfery przesiąkniętej harmonią, spokojem, zadumą…